W moim przypadku ta zasada jest jak najbardziej trafna. Po książkach to moje
drugie hobby. W mojej opinii większość seriali jest zajmujących. Wyznaję
zasadę: jak ktoś poleci mi serial, bądź sama go gdzieś wynajdę to oglądam 2- 3
pierwsze odcinki. Jak mi się nie spodobają to raczej do niego nie wracam (np.
Czysta Krew), jak się spodobają to już koniec. Oglądam każdy odcinek z zapartym
tchem. Niestety w większości wypadków seriale mi się podobają, więc obecnie
oglądam ich ponad 10, a w zapasie mam jeszcze kilka, które czekają na mój „test
pierwszych odcinków”. Wśród seriali, które oglądam są zarówno nowe produkcje,
jak i stare seriale, do których lubię wracać. „Przyjaciele” czy też „Ostry
Dyżur” to klasyki, do których sięgam czekając na nowe odcinki nowszych seriali.
Niektóre seriale wciągają mnie do tego stopnia, że przeżywam wszystko wraz z
bohaterami. Z nimi się śmieję i płaczę. Np. ostatnio płakałam ponad pół godziny
po tym jak w serialu uśmiercili jednego z moich ulubionych bohaterów. Z
perspektywy czasu jak o tym myślę, wydaje mi się to nieracjonalne, ale w
trakcie oglądania po prostu jakoś tak wychodzi i nie mam na to wpływu. Chyba
jestem zbyt podatna i wzruszam się w momentach, w których inni się śmieją.
Zdarza mi się też rozmyślać o bohaterach oglądanego serialu i myśleć co ja bym
zrobiła na ich miejscu. Muszę więc to powiedzieć: Tak, jestem serialoholiczką!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz