Zawsze fascynują mnie w Internecie rożnego rodzaju memy dotyczące jedzenia studenckiego. W skrócie wszystkie one mówią o tym, że student przeważnie głoduje, jego lodówka jest pusta, a najada się tylko podczas obiadków u mamy. Typowe studenckie jedzenie według memów: kanapka z chlebem, zupa z torebki lub makaron z serem. Może nie jestem typowym studentem, ale moje menu oraz zawartość lodówki jest dużo bogatsze. Jedyne, z czym mogę się zgodzić to pogląd na rodzinne obiadki, podczas których mama, babcie, ciocie próbują wepchnąć w Ciebie jak najwięcej jedzenia na zapas. Dlaczego o tym tutaj wspominam? Pewnie dlatego, że moja niedziela związana była głównie z jedzeniem. Zaczęło się od skromnego śniadania, które jak zawsze zjadłam zaraz po przebudzeniu. Niecałe 2h później niespodziewanie odwiedzili mnie rodzice: jak zawsze z pełnymi torbami jedzenia, żeby uzupełnić moje zapasy i z zaproszeniem na wspólne zakupy. Po zakupach oczywiście czas na obiad, ale nie zwykły, codzienny, lekki obiad, a raczej Obiad przez duże "O", po którym trudno jest się podnieść z krzesła. Oczywiście, żeby nie zawieść mamy musiałam zjeść wszystko, łącznie z deserem. Po obiedzie pożegnałam się z rodzicami i resztę dnia miałam zamiar spędzić na odpoczynku. Kolejnym posiłkiem miało być dopiero śniadanie i jak to często bywa w przypadku moich planów znowu się nie powiodło. Zadzwoniła moja siostra cioteczna z zaproszeniem na ploteczki i ciasto. Jako, że już długo się nie widziałyśmy nie potrafiłam odmówić. Po wejściu do jej mieszkania od razu usłyszałam od cioci: " Aniu jak ty schudłaś! Chyba tak jak wszyscy studenci nic nie jesz. Zaraz odgrzeje Ci obiad!" Pomimo moich zapewnień, że nie jestem głodna i że rodzice już mnie nakarmili ciocia podała mi obiad. Oczywiście zjadłam odrobinę, żeby nie sprawić jej przykrości. Potem wcisnęła mi pokaźny kawałek ciasta. Na tym się nie skończyło. Gdy z powodu dosyć późnej godziny postanowiłam już zbierać się do domu, ciocia za wszelką cenę chciała, abym zjadła z nimi kolację, a gdy powiedziałam, że naprawdę nie dam rady już nic w siebie wmusić to dostałam pokaźny słoik sałatki na wynos. W końcu może zgłodnieję w domu. W sumie nie powinnam być nawet zaskoczona. Każda moja wizyta u rodziny kończy się w ten sam sposób: kolejne kilka dni muszę dochodzić do siebie po zbyt obfitych posiłkach. Tak więc niedzielę mogę podsumować krótko poniższym memem:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz