środa, 12 listopada 2014

„Książką, którą ostatnio przeczytałem był Facebook.”

To zdanie z tytułu wpisu usłyszałam w ten weekend w telewizji. Siedziałam z siostrą u babci i przerzucając kanały telewizyjne niechcący natrafiłyśmy na jakiś program o młodzieży amerykańskiej. Kilku nastolatków opowiadało o swoim życiu i jeden z nich stwierdził, że w sumie Facebook to jedyna „książka,” którą w życiu przeczytał i do której codziennie wraca. W tym momencie moja siostra stwierdziła: „To tak jak ja”. Popatrzyłam na nią z przerażeniem, na co ona po prostu się roześmiała. Wytłumaczyła, że nie ma czasu na czytanie czegoś poza lekturami szkolnymi czy też podręcznikami, więc Facebook to taka forma „książki”, bo dzieje się tam więcej niż sobie można wyobrazić. Może jest w tym trochę racji, ale ja chyba jestem przykładem osoby, która bez czytania nie wyobraża sobie życia. Zawdzięczam to zapewne mamie, która w dzieciństwie zawsze podsuwała mi jakieś ciekawe książki, które z pasją czytałam wieczorami. Teraz też to robi, ale częściej to ja przynoszę jej jakieś ciekawe pozycje. Ostatnio np. przeczytałam książkę Carli Montero „Wiedeńska gra”, która wciągnęła mnie do tego stopnia, że zajęło mi to tylko jeden wieczór. Od razu po przeczytaniu przekazałam książkę mamie, bo w mojej opinii to naprawdę ciekawa i dobrze napisana pozycja. Poleciłam ją też oczywiście siostrze, z resztą jak wiele innych książek w przeszłości, ale podobnie jak wcześniej usłyszałam, że nie ma ona czasu na lekturę. Obserwując ją tego (i nie tylko) dnia doszłam do wniosku, że w sumie coś w tym jest. Każdą wolną chwilę spędzała przeglądając Facebooka, więc skąd miałaby znaleźć czas na czytanie książki. W końcu Facebook jest o „wiele ciekawszą lekturą”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz