To zdanie z tytułu wpisu usłyszałam
w ten weekend w telewizji. Siedziałam z siostrą u babci i przerzucając kanały
telewizyjne niechcący natrafiłyśmy na jakiś program o młodzieży amerykańskiej.
Kilku nastolatków opowiadało o swoim życiu i jeden z nich stwierdził, że w
sumie Facebook to jedyna „książka,” którą w życiu przeczytał i do której codziennie
wraca. W tym momencie moja siostra stwierdziła: „To tak jak ja”. Popatrzyłam na
nią z przerażeniem, na co ona po prostu się roześmiała. Wytłumaczyła, że nie ma
czasu na czytanie czegoś poza lekturami szkolnymi czy też podręcznikami, więc
Facebook to taka forma „książki”, bo dzieje się tam więcej niż sobie można
wyobrazić. Może jest w tym trochę racji, ale ja chyba jestem przykładem osoby,
która bez czytania nie wyobraża sobie życia. Zawdzięczam to zapewne mamie,
która w dzieciństwie zawsze podsuwała mi jakieś ciekawe książki, które z pasją
czytałam wieczorami. Teraz też to robi, ale częściej to ja przynoszę jej jakieś
ciekawe pozycje. Ostatnio np. przeczytałam książkę Carli Montero „Wiedeńska gra”,
która wciągnęła mnie do tego stopnia, że zajęło mi to tylko jeden wieczór. Od
razu po przeczytaniu przekazałam książkę mamie, bo w mojej opinii to naprawdę
ciekawa i dobrze napisana pozycja. Poleciłam ją też oczywiście siostrze, z
resztą jak wiele innych książek w przeszłości, ale podobnie jak wcześniej
usłyszałam, że nie ma ona czasu na lekturę. Obserwując ją tego (i nie tylko)
dnia doszłam do wniosku, że w sumie coś w tym jest. Każdą wolną chwilę spędzała
przeglądając Facebooka, więc skąd miałaby znaleźć czas na czytanie książki. W
końcu Facebook jest o „wiele ciekawszą lekturą”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz