Zastanawiając się nad tym, w jaki
sposób codziennie ozdabiam swoje ciało do głowy, jako pierwsze przyszły mi dwie
rzeczy. Po pierwsze ubiór, bo to coś oczywistego w tej kwestii. Co prawda nie
jestem mistrzem w dobieraniu ubrań i zakładam zwykle to, co mi się podoba ( a
niekoniecznie jest to modne), ale myślę, że nie odstaję w tej kwestii od innych
znanych mi osób. Po drugie ozdobą na pewno jest wszelkiego rodzaju biżuteria. W
tej kwestii jestem „oszczędna”. Na co dzień noszę zwykle 2 pierścionki: jeden,
który dostałam od mamy i drugi, który kupiłam kiedyś będąc na pielgrzymce oraz
złoty łańcuszek z krzyżykiem. Biżuterię tą noszę raczej ze względów
sentymentalnych czy też religijnych, ale niewątpliwie są one także ozdobą
ciała. Jednak zastanawiając się nad tym dłużej to nie jedyne atrybuty, którymi
ozdabiam swoje ciało. Nie mam tutaj na myśli makijażu, bo w tej kwestii jestem
kompletnym laikiem (do tego stopnia, że po prostu się nie maluję). Myślę, że
największą „ozdobą”, którą noszę na co dzień jest uśmiech. Staram się być cały
czas uśmiechnięta nawet, gdy nie czuję się najlepiej. Przecież nie ma sensu, żeby
każdy wiedział, że mam gorszy dzień. Smucić mogę się w domu, a na zewnątrz
staram się zawsze być pozytywnie nastawioną. Tak, więc jak już wspomniałam w
tytule, nie tylko szata zdobi człowieka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz