Każdy człowiek wykonuje pewne
gesty. U niektórych ludzi stają się one nieodłącznym atrybutem ich osoby. Jeżeli
chodzi o mnie to mam pewne nawyki, które towarzyszą mi każdego dnia. Po
pierwsze bardzo często poprawiam okulary. Robię to zawsze w ten sam sposób:
palcem wskazującym prawej ręki popycham środek okularów w kierunku twarzy. Nie
jest to konieczne, gdyż okulary raczej nie spadną mi z nosa bez tej czynności,
ale jest to gest, który mi towarzyszy. Poza tym, gdy czytam bądź nad czymś się długo
zastanawiam to mam w zwyczaju bawić się w tym czasie łańcuszkiem lub pierścionkiem.
Po prostu albo kręcę pierścionkiem wokół palca, albo bawię się krzyżykiem
zawieszonym na moim łańcuszku. Według jednej z moich koleżanek mam też w
zwyczaju unosić jedną brew do góry, gdy jestem czymś mocno zaskoczona albo coś
mi się nie podoba. Osobiście tego u siebie nie zauważyłam, ale jak wiadomo
trudno obserwować swoją twarz przez cały czas. Według mnie moim „znakiem
rozpoznawczym” jest to, że w momencie zdenerwowania robię się od razu czerwona
jak burak. Jest to rzecz, którą próbuje w sobie zmienić. Codziennie powtarzam
sobie w duchu, że „nie mam czym się denerwować, wszystko uda się tak jak to
sobie zaplanowałam”. Jednak mimo to nie udaje mi się panować nad moimi
reakcjami i wciąż czerwienię się, gdy muszę publicznie coś powiedzieć (nawet, jeśli jest to tylko kilka słów).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz