Wszyscy nienawidzą poniedziałków. Ja sama, gdy słyszę co tydzień ten slogan to, aż się cała gotuję od środka. Bo to tak jakby skreślić kogoś, ponieważ raz zawiódł. Osobiście nie twierdzę, że nienawidzę poniedziałków. Nienawidzę tego jednego konkretnego - dzisiaj. Zaczęło się od głośnego szczekania psa tuż pod moim oknem. Nie ma to jak zacząć dzień taką pobudką i do tego o nieludzkiej porze. Potem oczywiście autobus postanowił się spóźnić, żebym mogła pomarznąć czekając aż się pojawi. Na uczelni niby wszystko było okej, ale humor miałam już dostatecznie popsuty. Chciałam tylko dotrwać do końca i wrócić do domu. Oczywiście po zajęciach znowu musiałam czekać na autobus, który miał 15 minut spóźnienia. Zła i zmarznięta trafiłam w końcu do mieszkania. I tutaj następuje kulminacja dzisiejszego "pięknego dnia": przeziębiłam się. Wszystko mnie boli, jest mi zimno i mam ochotę zagrzebać się w kocyk i już nigdy stąd nie wychodzić. "Cudowny" dzień. Właśnie dlatego go nienawidzę :/.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz